Header image Hej, Hej Rybacy!
Strona byłych studentów Wydziału Rybactwa Morskiego
Gadulec - forum Rybaków i Sympatyków
      Strona główna : : Galeria : : Forum
Teraz jest Śr sie 21, 2019 5:48 pm

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: So maja 16, 2009 3:58 pm 
Offline
Autor TRiS
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N wrz 28, 2008 11:43 am
Posty: 369
Lokalizacja: Szczecin
Urokliwy Brzeg Morza cz,1

Jak zaczynać, gdzie pójść, czym się zająć? Wracać w Rodzinne Strony, czy posłuchać przełożonych i pozostać na Ziemiach 0dzyskanych? Jak dotychczas musiał dobrze dowodzić kompanią, batalionem, jednak żołnierska wiedza w życiu cywilnym to tak niewiele. Najbardziej pociągało go morze, które w te marcowe dni tak go urzekło. Mimo upływu paru miesięcy, żywe były widoki piaszczystych wydm, smak słonej wody i ten szum rozbijających się o brzeg bałwanów morskiej fali. Szum morskiej kipieli działał jak balsam na skołatane nerwy, łagodził ból za utratą bliskich, przywracał wiarę w życie. Marzył, by właśnie w pobliżu morza znaleźć pracę, założyć rodzinę i żyć spokojnie, bez obawy o niepewne jutro. Zdecydowany był podjąć jakąkolwiek pracę, aby tylko w pobliżu morskiego żywiołu. Najlepiej w instytucji związanej z gospodarką morską. Chyba tę decyzję podjął już wówczas, gdy jego batalion wyszedł w chmurny marcowy poranek nad morski brzeg. Mimo, że toczyła się jeszcze walka i był nią w zupełności pochłonięty, zdążył ujrzeć urok szarego bezmiaru wód. I ten widok pozostał w jego pamięci. Wczoraj walka o polskie morze, dzisiaj praca dla morza. W miarę upływu czasu rosło postanowienie i nieodparte pragnienie dotrzymania danej obietnicy podczas żołnierskiego ślubowania, kiedy to powtarzał słowa przyrzeczenia, że będzie wiernie strzegł polskiego morza. Wybrał Szczecin, chociaż nie znał tego miasta. Początkowo wybierał się do Kamienia Pomorskiego, ale tam nie było odpowiednich instytucji morskich. Nie bez trudności nawiązał kontakt z przedstawicielem Głównego Urzędu Morskiego. Rozmowa była krótka. Dotyczyła zasadniczego tematu. Ledwie przekroczył próg gabinetu przedstawiciela Urzędu Morskiego, padło pytanie: „Wasz zawód, kapitanie?”.
- 0fier! Dowódca batalionu. .
- Pytam o wasz zawód cywilny.
- Leśnik. I to jeszcze niedouczony.
- No to świetnie – zatarł ręce urzędnik. – Właśnie takich ludzi potrzebujemy. Mam tutaj coś dla was. Na przykład będziecie chronić brzeg morski przed innym niż dotąd nieprzyjacielem. Tak, tak. To prawda. Trzeba będzie walczyć bez przerwy. I to nie z byle jakim przeciwnikiem.
- Przecież wojna się skończyła – zdenerwował się Żurawski.
- Wojna pozycyjna, w dosłownym znaczeniu tak, ale walczyć będziemy wspólnie z nacierającymi na brzeg falami morskimi. Zobaczy pan, co to za uparty i grożny przeciwnik. Człowiek, jak dotychczas jest bezsilny, stale walkę przegrywa. Zresztą sami kapitanie się przekonacie. Ważna to i ciekawa praca, a na domiar jaka niebezpieczna. Chyba was nie przestraszyłem – spojrzał ukosa.
- Nie, skądże. Nie zaliczam się do ludzi zbyt bojaźliwych. Lubię ryzyko. To może być nawet ciekawe.
- No to jak, zgoda.?
- Zgoda. Ale czy ja dam radę? – zawiesił głos. – To dla mnie coś nowego i zupełnie nieznanego.
- No trzeba najpierw się temu przyjrzeć, spróbować a wtedy odpowiedź sama przyjdzie. Jeżeli mnie intuicja nie zawodzi, należycie do kategorii osób wytrwałych i zdecydowanych. W każdym razie spróbować warto. Jak się nie uda, można się będzie wycofać.
I tak kapitan rezerwy Tadeusz Żurawski, został szefem Wydziału 0chrony Wybrzeża Pomorza Zachodniego. Może to ironia losu, a może tylko zbieg okoliczności. Na przekór zdrowemu rozsądkowi i logice, sam musiał zająć się odbudową latarni morskiej w Niechorzu, którą na jego rozkaz artylerzyści celnymi pociskami rozłupali w marcu 1945 roku. Nie miał do siebie żalu, że wówczas wydał taki rozkaz. Były to czasy kiedy nikt nie zastanawiał się nad takimi sprawami. Niszczyli wszystko co stało na ich zwycięskim szlaku. Kierował budową, nadzorował i wspominał tamte czasy. Potem przyszła kolej na rozminowanie plaż morskich. Jak się z tym uporał, nastąpił okres zagospodarowania zdewastowanych wydm i wałów ochronnych. Widok był opłakany. Co gorsza, przeorane gąsienicami czołgów nabrzeża nie powstrzymywały miejscami naporu sztormów wody morskiej. Jak się przekonał, jest to walka trwała, a nieraz beznadziejna. Wtedy praca i wysiłek ludzi zostają zniweczone w ciągu kilku godzin. Jednak nie ustaje. Nie poddaje się. Dzień po dniu walczy z niszczycielską działalnością morza. Przez długie lata dobrze poznał kaprysy przeciwnika, jego siłę. Podstępny to i uparty przeciwnik, a na imię mu „ Żywioł Morski”. Mimo rozwoju techniki jak na razie człowiek ulega, przegrywa ze sztormem, który potrafi zmieść na swojej drodze to, co zbudował i ustawił.
0d wielu lat Tadeusz Żurawski z uwagą śledził Trzęsacz, gdzie dwa wieku temu stał sto metrów od morskiego brzegu kościół. Dzisiaj Bałtyk pochłania jego resztki zmurszałych murów. Początkowo nie rozumiał wielu zjawisk. Zastanawiał się, dlaczego w jednym miejscu morze zabiera piasek, by w drugim , tam, gdzie człowiek sobie tego nie życzy, oddać z powrotem. Z biegiem lat znał uzasadnienie tego. Gdyby jego ludzie nie stosowali radykalnych środków zabezpieczających. Międzyzdroje stanowiłyby dzisiaj piaszczystą pustynię. W czasie sztormów morze z olbrzymią siłą atakuje brzeg, niszczy urządzenia ochronne. Ale Żurawski to twardy i konsekwentny człowiek. Stale naprawia wyrządzone szkody, zalesia nadmorski pas, pieczołowicie chroni wydmy. Jednak nadchodzą chwile załamania i zwątpienia w skuteczność działania. Rozumie szalejący żywioł, jednak nie rozumie ludzi. Właśnie ludzi, którzy przysparzają mu wielu kłopotów. Najbardziej niepokoją dwutygodniowi miłośnicy morza ze skierowaniem Funduszu Wczasów Pracowniczych. Ci są najgroźniejsi według jego oceny. Aby poznać bliżej ich mentalność, a tym samym przeciwdziałać , postanowił zamienić się w zwykłego wczasowicza wyjeżdżającego na urlop nad morze.
Krótko przed wyjazdem znalazł się na dworcu autobusowym i zaczął szturmować niebieski „San”. Chętnych bardzo wielu, a rodzimy autokar zabierał około 42 osoby. Rzeczywistość okazała się inna. Już z samego Szczecina wyjechało tym niepozornym wehikułem chyba ponad 80 osób. 0bok jednego siedzącego pasażera stało trzech. Przy tym naciskali obfitymi pakunkami na plecy, ręce i nogi, i mocno zraszali swoim potem współtowarzyszy podróży. Po drodze do Międzyzdrojów wsiadło jeszcze kilkanaście osób, a więc w sumie w Stepnicy było chyba już ponad stu. Motor „Sana” warczał, charczał, sapał i prychał. „San” nie jechał, on pełzł. Biedne resory tak się wyprostowały, iż zachodziła obawa, że ich żywot będzie krótki. Kierowca, z wyglądu dobroduszny człowiek, poklepywał drzwiami autobusu po plecach i tyłkach spoconych podróżnych, aż ich dostatecznie upchał. Manipulacje przy ubijaniu, a później inkasowaniu należności za przejazd wydłużały czas przejazdu. Część siedzących podróżnych nieśmiało i półgębkiem wyrażała swoje niezadowolenie. Ale natychmiastowa riposta tych co stali i byli przyczyną dalszego ubijania, szybko kończyła dyskusję i przeradzała się w ordynarną kłótnię:” siedzi toto i hrabiego udaje. Jeżeli komuś taka jazda się nie podoba, to może jechać taksówką albo samochodem”.
- Komu to przyznać rację – zastanawiał się Tadeusz Żurawski.

Cdn-tąpi

Fragment z książki Marii Czech Sobczak „Pozostaną w Pamięci”. Książkę tę dedykowałam zmarłemu mojemu współautorowi poprzednich książek.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron

Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Wsparcie techniczne KrudIT Usługi Informatyczne
[ Time : 0.074s | 13 Queries | GZIP : Off ]